Rozdział VIII
- Okej, skoro tak uważasz. To proszę bardzo, wybieraj, my albo ona - zwrócił głowę w stronę, po której jeszcze przed chwilą znajdowała się Rosalie...
- Ja już wybrałem. Ona przynajmniej pokazała mi co znaczy prawdziwa przyjaźń.
- Zastanów się dobrze - powiedziała nieco smutniej Alexis - Wiesz, że mi na Tobie zależy.
- Radźcie sobie sami - powiedziałem obojętnie po czym odszedłem. Jak najprędzej chciałem znaleźć Rose, po prostu przy niej być, potrzebowałem tego jak nigdy niczego. Stała tam, niepewnie opierając się o framugę drzwi namiętnie szukając czegoś w torbie. Szybko ruszyłem w jej kierunku, by czasem mi nie uciekła.
- Obecny - powiedziałem błyskawicznie.
- Czego chcieli? - rzuciła głową w ich kierunku.
- Żebym dokonał wyboru, Ty albo oni - prychnąłem - I oczywiście, wybrałem Ciebie - wyprzedziłem jej dalsze pytanie. Ta w odpowiedzi rzuciła mi się na szyję.
Po trzeciej lekcji pewnym krokiem ruszyliśmy w stronę stołówki. Stojąc w kolejce po jedzenie, Ian, szkolny podrywacz wzrokiem pełnym pożądania wgapiał się w Rose. Przyznam, denerwowało mnie to, ale przecież nie mogłem nic zrobić, nie byliśmy parą.
- Cześć - odezwał się do dziewczyny.
- Ee, cześć - zawahała się.
- Bolało jak spadłaś z nieba? - rzucił typowy tekst podrywacza, przez który mnie zemdliło, Rosalie chyba również nie była zadowolona.
- Hm, a możesz darować sobie takie tandetne teksty? - uśmiechnęła się słodko. Ten zrobił lekko zdezorientowaną minę spoglądając raz na mnie, raz na Rosalie.
- Okej, nie denerwuj się dziewczyno, po prostu chciałem wiedzieć czy jesteś wolna - puścił jej cwaniacki uśmieszek. Ta nie wiedząc co powiedzieć kątem oka zerknęła na mnie, za to ja pokiwałem przecząco głową, dając znak Rose, by czasem się nie zgadzała.
- Ee, nie? - jęknęła - To znaczy.. nie - powiedziała pewniej. Ten zmarszczył brwi, po chwili machnął ręką i odszedł. Dziewczyna głośno wypuściła powietrze z płuc.
- Kto to był? - spytała gdy już zajęliśmy miejsca przy stole.
- Ian, szkolny podrywacz - powiedziałem przeżuwając kawałek kanapki.
- Ten tekst mnie dobił - stwierdziła robiąc zniesmaczoną minę. W odpowiedzi głośno się zaśmiałem.
Powoli kierowałam się w stronę drzwi wyjściowych, by udać się prosto do domu, jednak moją uwagę przykuł plakat gigantycznych rozmiarów na których widniał napis: ''WIELKI BAL'' W regulaminie było napisane, że każdy uczeń musi się pojawić i że chłopcy zapraszają dziewczyny. Świetnie, zawsze lubiłam tego typu imprezy, jednak to, na jakim stopniu popularności się znajduję na pewno przeszkodzi mi w dobrej zabawie. A z resztą nikt i tak mnie nie zaprosi.. Z zamyśleń wyrwał mnie Bieber.
- Bal?! - wydarł się na cały korytarz - Nienawidzę tego - westchnął.
- Ale jak widzisz, każdy musi się pojawić..
- Nigdzie nie idę - uśmiechnął się.
- Stanowczy z Ciebie gość, tak samo dziś rano.. - potrząsnęłam głową chcąc odgonić myśli o gilgotkach.
- No a Ty idziesz? - uniósł prawą brew do góry.
- Nie wiem - wyminęłam go pchając drzwi. Ten po chwili jednak towarzyszył mi w drodze powrotnej do domu. Rozmowa się kleiła, jak zawsze z resztą. Jak zwykle Justin został u mnie po szkole. Ułożyliśmy się wygodnie na łóżku w moim pokoju wgapiając się w sufit.
- Wiesz.. chyba pójdę na ten bal,nawet jeśli będę sama - uśmiechnęłam się do siebie - A myślisz, że ktoś mnie zaprosi? - przeturlałam się na prawo, gdzie spotkałam sylwetkę Justina.
- Pewnie tak, jak widzisz chłopcy interesują się Tobą - wzruszył ramionami. Dziwnie się czułam rozmawiając z nim na taki temat, ale przecież to mój przyjaciel.. tak, właśnie, przyjaciel. Nie oczekuję niczego więcej, to jest niewykonalne. Okej, może i dużo rzeczy nas łączy, jednak on liczy na przyjaźń. Cudownie byłoby mieć ten tors, te usta, oczy tylko dla siebie. Stop! Rosalie Brown o czym Ty do jasnej cholery myślisz?! Jak najszybciej odgoniłam marzenia.. tak, było to moim marzeniem.
- O czym myślisz? - spytał szatyn gładząc moje przedramię.
- Ah, o niczym - westchnęłam, przecież nie powiem, że fantazjowałam właśnie o nim! Wyszłabym na skończoną idiotkę. Zakochać się w przyjacielu, nic normalnego.
- Muszę iść - przeciągnął się - Miło było z Tobą poleniuchować - zaśmialiśmy się oboje. Posłał mi jeden z tych swoich uśmiechów, przez który miałam dreszcze, tylko i wyłącznie te przyjemne.
- Przyjdziesz jutro? - spytałam niepewnie przypominając sobie, że właśnie rozpoczął się weekend.
- Pewnie, będę koło 11. Pasuje?
- Oczywiście - lekko się podniosłam dając Justinowi buziaka w policzek - Przepraszam, ale jestem zbyt leniwa by Cię odprowadzić, wiesz gdzie są drzwi - zrobiłam pewną siebie minę.
- Tylko byś leniuchowała, nie pozwolę na to, jutro przygotuję dla nas coś innego niż tylko leżenie na łóżku - zachichotał - No to do jutra, księżniczko - objął mnie ramionami, po czym opuścił pokój.
Właśnie zamknąłem drzwi od jej domu. Na dworze robiło się szaro, jednak i tak było gorąco. Bal. Tak, może i nie lubię tego, jednak dla niej mógłbym tam iść. Tylko jakby to wyglądało, przyjaciel z przyjaciółką, z resztą pewnie wolałaby iść z kimś innym, przecież nie mam co liczyć na coś więcej, to przyjaźń, tak zapewne pozostanie.
W domu, gdy już szykowałem się do snu, szybkim ruchem wziąłem do ręki telefon wystukując odpowiednie litery składając w zdanie: ''Mam nadzieję, że będziesz śnić o mnie. Dobranoc księżniczko, J.'' Na odpowiedź nie czekałem długo. Jednak gdy na wyświetlaczu pojawił się nieznany mi numer trochę się zdziwiłem. Treść sms'a była następująca: ''Uważaj na nią, bohaterze od siedmiu boleści który wybrał niewłaściwą drogę'' Kto to mógł być.. Nie miałem pojęcia, a może to pomyłka, przynajmniej taką miałem nadzieję. Oby nie chodziło tu o Rosalie.. Po chwili dźwięk kolejnego sms'a rozszedł się po moim pokoju...
- - - - - - - - - - - - - - -
komentarze? szczerze spodziewałam się ich o wiele więcej, przepraszam, jeśli rozdział się nie udał, w takim razie ten również jest do d*py ._.
Ale jeśli przeczytałaś to bardzo proszę zostaw coś po sobie :>
- Ja już wybrałem. Ona przynajmniej pokazała mi co znaczy prawdziwa przyjaźń.
- Zastanów się dobrze - powiedziała nieco smutniej Alexis - Wiesz, że mi na Tobie zależy.
- Radźcie sobie sami - powiedziałem obojętnie po czym odszedłem. Jak najprędzej chciałem znaleźć Rose, po prostu przy niej być, potrzebowałem tego jak nigdy niczego. Stała tam, niepewnie opierając się o framugę drzwi namiętnie szukając czegoś w torbie. Szybko ruszyłem w jej kierunku, by czasem mi nie uciekła.
- Obecny - powiedziałem błyskawicznie.
- Czego chcieli? - rzuciła głową w ich kierunku.
- Żebym dokonał wyboru, Ty albo oni - prychnąłem - I oczywiście, wybrałem Ciebie - wyprzedziłem jej dalsze pytanie. Ta w odpowiedzi rzuciła mi się na szyję.
Po trzeciej lekcji pewnym krokiem ruszyliśmy w stronę stołówki. Stojąc w kolejce po jedzenie, Ian, szkolny podrywacz wzrokiem pełnym pożądania wgapiał się w Rose. Przyznam, denerwowało mnie to, ale przecież nie mogłem nic zrobić, nie byliśmy parą.
- Cześć - odezwał się do dziewczyny.
- Ee, cześć - zawahała się.
- Bolało jak spadłaś z nieba? - rzucił typowy tekst podrywacza, przez który mnie zemdliło, Rosalie chyba również nie była zadowolona.
- Hm, a możesz darować sobie takie tandetne teksty? - uśmiechnęła się słodko. Ten zrobił lekko zdezorientowaną minę spoglądając raz na mnie, raz na Rosalie.
- Okej, nie denerwuj się dziewczyno, po prostu chciałem wiedzieć czy jesteś wolna - puścił jej cwaniacki uśmieszek. Ta nie wiedząc co powiedzieć kątem oka zerknęła na mnie, za to ja pokiwałem przecząco głową, dając znak Rose, by czasem się nie zgadzała.
- Ee, nie? - jęknęła - To znaczy.. nie - powiedziała pewniej. Ten zmarszczył brwi, po chwili machnął ręką i odszedł. Dziewczyna głośno wypuściła powietrze z płuc.
- Kto to był? - spytała gdy już zajęliśmy miejsca przy stole.
- Ian, szkolny podrywacz - powiedziałem przeżuwając kawałek kanapki.
- Ten tekst mnie dobił - stwierdziła robiąc zniesmaczoną minę. W odpowiedzi głośno się zaśmiałem.
*
Powoli kierowałam się w stronę drzwi wyjściowych, by udać się prosto do domu, jednak moją uwagę przykuł plakat gigantycznych rozmiarów na których widniał napis: ''WIELKI BAL'' W regulaminie było napisane, że każdy uczeń musi się pojawić i że chłopcy zapraszają dziewczyny. Świetnie, zawsze lubiłam tego typu imprezy, jednak to, na jakim stopniu popularności się znajduję na pewno przeszkodzi mi w dobrej zabawie. A z resztą nikt i tak mnie nie zaprosi.. Z zamyśleń wyrwał mnie Bieber.
- Bal?! - wydarł się na cały korytarz - Nienawidzę tego - westchnął.
- Ale jak widzisz, każdy musi się pojawić..
- Nigdzie nie idę - uśmiechnął się.
- Stanowczy z Ciebie gość, tak samo dziś rano.. - potrząsnęłam głową chcąc odgonić myśli o gilgotkach.
- No a Ty idziesz? - uniósł prawą brew do góry.
- Nie wiem - wyminęłam go pchając drzwi. Ten po chwili jednak towarzyszył mi w drodze powrotnej do domu. Rozmowa się kleiła, jak zawsze z resztą. Jak zwykle Justin został u mnie po szkole. Ułożyliśmy się wygodnie na łóżku w moim pokoju wgapiając się w sufit.
- Wiesz.. chyba pójdę na ten bal,nawet jeśli będę sama - uśmiechnęłam się do siebie - A myślisz, że ktoś mnie zaprosi? - przeturlałam się na prawo, gdzie spotkałam sylwetkę Justina.
- Pewnie tak, jak widzisz chłopcy interesują się Tobą - wzruszył ramionami. Dziwnie się czułam rozmawiając z nim na taki temat, ale przecież to mój przyjaciel.. tak, właśnie, przyjaciel. Nie oczekuję niczego więcej, to jest niewykonalne. Okej, może i dużo rzeczy nas łączy, jednak on liczy na przyjaźń. Cudownie byłoby mieć ten tors, te usta, oczy tylko dla siebie. Stop! Rosalie Brown o czym Ty do jasnej cholery myślisz?! Jak najszybciej odgoniłam marzenia.. tak, było to moim marzeniem.
- O czym myślisz? - spytał szatyn gładząc moje przedramię.
- Ah, o niczym - westchnęłam, przecież nie powiem, że fantazjowałam właśnie o nim! Wyszłabym na skończoną idiotkę. Zakochać się w przyjacielu, nic normalnego.
- Muszę iść - przeciągnął się - Miło było z Tobą poleniuchować - zaśmialiśmy się oboje. Posłał mi jeden z tych swoich uśmiechów, przez który miałam dreszcze, tylko i wyłącznie te przyjemne.
- Przyjdziesz jutro? - spytałam niepewnie przypominając sobie, że właśnie rozpoczął się weekend.
- Pewnie, będę koło 11. Pasuje?
- Oczywiście - lekko się podniosłam dając Justinowi buziaka w policzek - Przepraszam, ale jestem zbyt leniwa by Cię odprowadzić, wiesz gdzie są drzwi - zrobiłam pewną siebie minę.
- Tylko byś leniuchowała, nie pozwolę na to, jutro przygotuję dla nas coś innego niż tylko leżenie na łóżku - zachichotał - No to do jutra, księżniczko - objął mnie ramionami, po czym opuścił pokój.
*
Właśnie zamknąłem drzwi od jej domu. Na dworze robiło się szaro, jednak i tak było gorąco. Bal. Tak, może i nie lubię tego, jednak dla niej mógłbym tam iść. Tylko jakby to wyglądało, przyjaciel z przyjaciółką, z resztą pewnie wolałaby iść z kimś innym, przecież nie mam co liczyć na coś więcej, to przyjaźń, tak zapewne pozostanie.
W domu, gdy już szykowałem się do snu, szybkim ruchem wziąłem do ręki telefon wystukując odpowiednie litery składając w zdanie: ''Mam nadzieję, że będziesz śnić o mnie. Dobranoc księżniczko, J.'' Na odpowiedź nie czekałem długo. Jednak gdy na wyświetlaczu pojawił się nieznany mi numer trochę się zdziwiłem. Treść sms'a była następująca: ''Uważaj na nią, bohaterze od siedmiu boleści który wybrał niewłaściwą drogę'' Kto to mógł być.. Nie miałem pojęcia, a może to pomyłka, przynajmniej taką miałem nadzieję. Oby nie chodziło tu o Rosalie.. Po chwili dźwięk kolejnego sms'a rozszedł się po moim pokoju...
- - - - - - - - - - - - - - -
komentarze? szczerze spodziewałam się ich o wiele więcej, przepraszam, jeśli rozdział się nie udał, w takim razie ten również jest do d*py ._.
Ale jeśli przeczytałaś to bardzo proszę zostaw coś po sobie :>
Tagi:
VIII
10.02.2012 o godz. 21:54
12.02.2012, 18:05
thatbeeasy
napisał(a):
Przepraszam, że nie skomentowałam tego, ale dopiero niedawno zaczęłam nadrabiać zaległości na wszystkich blogach. Po za tym myślę, że każdy Twój rozdział jest niesamowity i pełny perfekcji oraz czułości, także znasz moje zdanie ; *
11.02.2012, 18:42
justa ;d napisał(a):
super! ;*
11.02.2012, 10:38
Sheila napisał(a):
Wcale nie jest do dupy, jest fantastyczny! <3
Wybacz, ale nie wiem co więcej napisać. Jest bosko, bosko, bosko i nie mogę się doczekać co będzie dalej!
Wybacz, ale nie wiem co więcej napisać. Jest bosko, bosko, bosko i nie mogę się doczekać co będzie dalej!
10.02.2012, 23:24
Zonia98 napisał(a):
Łoooooo.. świetny rozdział !! Ciekawe co bd w tym następnym SMS-ie :D
10.02.2012, 22:01
SourCandy
napisał(a):
Kurczę no, jak ty piszesz tak świetnie ? Tak się wczytałam że nie mogłam uwierzyć że to koniec ! Jeśli znowu będziemy musieli tak długo czekać na rozdział to nie wiem co Co zrobię. Rozdział oczywiście perfekcyjny <3. Do dupy ? Wiesz co teraz przed monitorem karzę Ci się popukać w główkę :D



Kocham Twojego Bloga . : >>